KRL - Wywiad

03.07.2008. Źródło: własne




CZ:

Ile to już czasu odkąd siedzisz w komiksie?

Było coś przed „Produktem”, co miło wspominasz?

KRL:


Kupa czasu. Zacząłem od przerysowania plakatu „Koziołka Matołka” w zerówce i kadrów z „Klosa”. Pamiętam, że gdy miałem 6 lat, mama powiedziała, że będę rysował komiksy. Wypowiedziała te zdanie, kiedy wracaliśmy z księgarni z 20 albumami „Thorgali” i „Kajków i Kokoszów” pod pachą. Bo tak się kiedyś kupowało komiksy.

Przed „Produktem” były historyjki w zeszytach od matematyki - na końcu. Matematyka była nudna jak kawał drewna. Ale do dziś mam respekt do matematyki teoretycznej.

Czegoś, czego w szkole nie uczą.

Przed „Produktem” był też np. zin „Koks” - krótka przygoda z komiksem, razem z Sopo, Bizonem i Zeusem. To były faktycznie ciekawe, miłe czasy.

CZ:

To mama okazała się mieć zadatki prorocze jak widać.

KRL:

Całkowicie. Rodzice od zawsze wiedzieli, co będę robić. Ja wtedy sam nie byłem świadom nawet, a oni to wiedzieli. Moja mama była jedna z największych fanek „Produktu”

CZ:

„Produkt”, potem "KRLki" to tu to tam, potem przerwa, cisza...

I nagle „Yoel” ,a teraz „Ostatnia Kronika.”

KRL:

Bo ja nie samym komiksem żyję.

Mam jeszcze muzykę, gitarę, robie milion rzeczy i komiksy tak wystrzeliwują czasami. Ostatnio miałem też zły czas. Za dużo na głowie. Musiałem zrobić pauzę, bo wariowałem. No i nabawiłem się kilku nieprzyjemnych rzeczy.

CZ:

O muzyce i milionie innych potem będzie :-) Opowiedz coś o „Ostatniej Kronice”, bo to teraz temat o który chyba wszyscy cię męczą.

KRL:

Ostatnia Kronika”… Prosta sprawa w sumie. Zawsze chciałem tworzyć w klimacie s-f.

Zacząłem od opowiadań - tata zaraził mnie bardzo fantastyka, zbierał magazyny, książki.

Zaraził mnie na maksa. Dlatego mój debiut w Nowej Fantastyce zadedykowałem właśnie Jemu. Należało się jak nic:)

„Liga Obrońców Planety Ziemia” była pierwszym hołdem. Potem przypomniały mi się początki: Lem, Philip K. Dick, mój ukochany „Czarnoksiężnik z OZ”.

Poszło naturalnie tak jakoś.


CZ:

Będą odniesienia do klasyków w „OK.”?

KRL:

Oczywiście.

Do wyżej wymienionych i do wielu innych. Myślę, że czytelnicy będą mieli dużo zabawy w odnajdywaniu nawiązań i cytatów.

CZ:

Mówisz, że to tomisko będzie... Ile stron?

KRL:

To zależy. Całość, około 140/160, ale nie wiem czy nie będzie podzielne na 2 tomy.

Tak, to chyba tomisko już jak na Polskę

CZ:

No to na pewno.

Nakreśliłeś klimat i inspiracje. A jak przedstawiać będzie się fabuła?




KRL:

Prosto. Mam nauczę po „Yoelu” gdzie za bardzo namieszałem. To będzie prosta opowieść fantastyczna jak te z pierwszych lat s-f. Siła w smaczkach, nie w rewolucji fabularnej. Historia rodem z powieści drogi, awanturniczych opowiadań s-f, bez fajerwerków a la „Matrix”.

CZ:

Space opera?

KRL:

O! Właśnie. Space opera - to idealne określenie. Czyli tak, space opera, ale kwaśna bardzo:))

CZ:

Kwaśna?

KRL:

Taka „Barbarella” na nowe czasy. tzn... Prosto ale nie prostacko.

Jest dużo miejsca na interpretację. Gra symbolem, alegorią.

Ale sama fabuła- po bożemu - jak po nitce. Komiks w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Dużo zabawy i przygody. Bardzo zależy mi na tym, żeby każda nowa strona niosła z sobą nowe „ooo” podczas lektury. Żeby było gęsto od pomysłów i rozwiązań, ale wszystko w przejrzystych ramach fabularnych.

Ja ogólnie jestem przeciwny szturmowaniu na siłę pozy: „komiks = sztuka wysoka”, bo tak nie jest. Mi się komiks kojarzy z opowiastkami dla dzieciaków, co nie znaczy wcale, że mogą być one gorszej jakości, ale nie robię z tego Bóg wie, jakiej sztuki. Komiks to komiks, a komiks s-f , to opowieść s-f. Ni mniej, ni więcej. A to czy coś więcej przekaże się w środku, to juz od autora i jego umiejętności/ambicji i czego tam więcej zależy. Jeżeli przyjąć komiks za sztukę to jedynie w jej formę jako taką. Bo to dziedzina sztuki na pewno. Ale nie powinno to ciążyć na każdej opowieści i każdym autorze. A już na pewno nie na siłę. Przynajmniej ja na siłę nie chcę.

CZ:

Będzie cartoonowo. Dlaczego akurat na taki styl się pokusiłeś?

KRL:

Nie mam co ukrywać - ja nie najlepiej rysuje realistycznie. Starał się nadrabiać braki warsztatowe, a robiąc to odkryłem urok cartoona i się w nim realizuję:)

Ja nie jestem Kowalski albo Mazur. Ja tak nie potrafię. No może potrafię, na jednym rysunku, ale nie w albumie. Może nie mam cierpliwości?

Poza tym, cartoon tez wymaga solidnego warsztatu i traktuję to jako wyzwanie swoiste...

Rozmawiałem ostatnio z Yolk. Uznaliśmy, że w naszym smutnym kraju brakuje takiej wesołej stylistyki:) I chyba to prawda. Np. bardzo się cieszę na nowe projekty Jaszczębia, Rybba czy Bele. Bardzo brakuje mi takich komiksów, takich nie nachalnych, ale przepięknie zrobionych warsztatowo- i do tego wesołych. Ja miałem okres "ciemny" w liceum, a teraz wiem, że żeby było dobrze nie musi być o wielkich problemach, dramatach czy tematach ostatecznych.

CZ:

Wyrosłeś z „komiksowego punka”?

KRL:

Chyba tak... Chociaż jakieś tam skrawki pozostały, ale są teraz środkiem, a nie celem.

Bardzo mnie przeraża to, że duża liczba osób kojarzy mnie z depresyjnymi komiksami z „Produktu”. Owszem byłem taki depresyjny, ale teraz sam siebie, z tamtych lat boję.

CZ:

Miałem pytać o muzykę, zatem to czynię.

Co jest z muzyką do „OK.”?

KRL:

Tworzy się cały czas. Mam kilka szkiców kawałków. Motyw przewodni.

Wyjdzie pod projektem „Primitive Super Natura”. Ale czy będzie dodane do komiksu?

Tego nie wiem. Na pewno będzie ogólnie dostępne.

motyw 01 test

CZ:

To byłoby novum jak na nasz rynek.

KRL:

Nie wiem:) Chyba tak...

CZ:

W to, że ludzie kupią płytę sami z siebie jednak wątpię. Żyjemy w Polsce, a tu muzyka to torrent i emule.

KRL:

Na to już zupełnie nie liczę. Myślałem raczej właśnie o sieci, o darmowej muzie.

Nie chce kasy za muzę, musze mieć jakieś hobby, a dla mnie hobby to, to, co robie dla przyjemności - bez kasy. Rysuję juz za kasę... Kiedyś było to hobby i je straciłem. Nadal mam przyjemność, ale...to już nie „to”.


CZ:

Planujesz cos poza muzą jako bonus do „OK”?

Jakieś paski z uniwersum komiksu?




KRL:

Pluszaki, zabawki i paski. Ale paski to żadne novum. Wprowadzę na rynek zabawki z komiksu i to będzie zupełnie nowa rzecz! Pierwsze egzemplarze się szykują już. „OK.” jest idealnym tematem do takiej akcji. Potworki, kosmiczne pokraki, można cuda nie widy robić.

CZ:

Znasz już jakieś daty wstępne?

KRL:

Na dziś dzień nie znam na 100% wydawcy nawet:) tzn. mam jednego na oku i gg, ale jeszcze nie dogranego do końca. Choć nie ukrywam, że bardzo mi na nim zależy:) Ogólnie nie mam problemów z tym wydawaniem. Mam chyba otwarte większość furtek... do tego dążyłem przez te wszystkie lata rysowania. Kwestia raczej dogadania.

CZ:

Ok, wymęczyłem cię o „OK.”, a teraz juz swobodniej.

O muzyce coś powiedz.

KRL:

Muzyka. Z muzyka jest tak, że ja jestem punk, wychowany na „Zielonych żabkach”, „Włochatych”, „Aliansach” i zawsze były gitary. Potem uświadomiłem sobie, że muza to także elektronika i wsiąkłem całkowicie. Na foobarze mam poprzeplatane „At the drive in” z „Aphexem”, „Souflay” z „Bianrpilotem” i nie widzę przeszkód.

Sam zacząłem się bawić dźwiękami z komputera i skumałem, że to taka sama muza, takie same emocje. Odnalazłem się całkowicie. Jak ktoś mi powie że electro to techniawa, to zawsze zacznę drzeć ryja, że nie. Techno to taki rodzaj muzy jak w gitarze- metal i poezja śpiewana. Sam nie chadzam na dyskoteki, ale na „Princess Superstar” to bym poszedł.

Lubię elektro, bo lubię maszyny - kuję noże - bawię się stalą, imadłami, butlami z tlenem, szlifierkami, palnikami, frezarkami.

CZ:

A właśnie. O kucie miałem cię zapytać.

Jak to z tym jest, od dawna się bawisz?

KRL:

Hehe. Dobry odstresowywacz.

2 lata mam kuźnie za domem. Raz na 2 tygodnie mamy 2 dniowe kucie stali.

Pyszna zabawa. 2500 stopni Celsjusza, żółta stal, młoty… Taki Disneyland dla starszych chłopców. Do tego powstają takie kosy, że bój się Boga:)

Mam kilka noży. Kilka zrobiłem znajomym.

Nadrabiam moją wątłą figurę i brak audi, struganiem stalowych potworów. Takie męskie zajęcie pomiędzy ciotowatymi komiksami:)

CZ:

Kujesz, rysujesz, muzykujesz... Człowiek renesansu.

KRL:

E tam, wcale nie. Tylko rysowanie, kucie i muzyka. Więcej nic nie umiem. Nic. Nawet wodę na kawę przypalam.

CZ:

Nie piszesz ?

KRL:

Kiedyś pisałem dużo, teraz chciałbym wrócić, bo mam kilka pomysłów, ale cienko to widzę. W wieku 25 lat zaczynać pisanie...

W tym wieku ludzie maja na koncie po kilka książek i warsztat perfect.

Ale chciałbym spróbować

CZ:

A tam... z Żulczyka nadal się nabijają ,że grafoman.

KRL:

Akurat jego lubię bardzo. „Zrób mi jakąś krzywdę" bardzo mi podeszła.

CZ:

Ja muszę po „Radio Armageddon” sięgnąć. Ale to na wakacje, bo jemu też tomisko wyszło.

KRL:

Hehehe.

Ja też. I „Zrób mi” chyba też w wakacje nawet czytałem

CZ:

Dużo czytujesz książek, czy przeważają komiksy raczej?

KRL:

Komisów to ja czytuje tyle, co kot napłakał. Książek - fabuł – też.

Czytam raczej książki biograficzne, dokumenty. Nawet encyklopedie tematyczne, przewodniki, takie rzeczy. Fabuły czytałem w liceum i na studiach,

po 2 albo i 3 ksiązki na tydzień. Teraz siedzę w podręcznikach do historii np.

CZ:

W kim gustowałeś?

KRL:

Fantastyka. Philip K. Dick - Pierwsze miejsce - Lem, bardzo lubiłem też te opowieści sensacyjne MacLeana. Polska fantastyka. Łykałem je wszystkie tuzinami.

CZ:

Licealne standardy?

KRL:

Standardy, standardy. Nie byłem z tych, co się zaczytywał w Ulisesach albo Miłoszach.

Teraz faktycznie mam przy łóżku podręczniki do historii, takie z liceum szaro – czarne.

A z komisów, poluję na polskie głównie i bardzo mi podchodzi to, co wydaje Kultura Gniewu tak ogólnie. Poza tym nie mam juz głowy do wszystkiego, co wychodzi.

CZ:

Zmieniając wątek. Masz parę blogów, śledzisz blogi innych, ogólnie jest cię trochę w Internecie. Widzisz to medium jako przyszłość komiksu? Pytałem o to Śledzia i jestem ciekaw czy wasze opinie się różnią.

KRL:

Jak ciebie nie ma w Internecie to nie istniejesz?:)

CZ:

Jak cię nie ma w Google to nie istniejesz.

KRL:

Dokładnie.

Jako przyszłość komiksu, nie. Ale około komiksowo, jak najbardziej.

Nie wierzę w webkomiks, nie lubię komiksu na monitorze. Jako próbkę tak, ale mnie oczy bloga:)

CZ:

Narażasz się teraz kilku osobom pewnie :)

KRL:

Wiem. Paski są OK, plansze są OK, ale cały komiks -serial...

Kiedyś próbowałem - sam siebie zanudziłem.

Papier nie tyle jest fetyszem, co wygodą. Ja czytam komiksy w łóżku. Dlatego kumam np. komiksy na PSP.

Cała frajda w tym, kiedy autor idzie do księgarni, a tam na półce jego książka. I tu mi nikt nie wmówi, że jest inaczej. Kiedy się mija sklep i za szybą leży twój komiks…

Nie chodzi o lans, ale o samospełnienie, o to poczucie, że się kurde udało.

Pamiętam, że jak wyszła „Liga” stałem w Empiku z 7 minut i nie mogłem uwierzyć, że leży obok „Thorgala” i to mi się w pale nie mieściło. O to uczucie chodzi, o nic więcej. To strasznie napędza do dalszej roboty, takie proste, dziecinne, naiwne i samolubne uczucie

ale nieszkodliwe - przynajmniej dla postronnych.

CZ:

Duma z własnego osiągnięcia?

KRL:

Coś takiego.

CZ:

Podobno faceci na porodówce to czują jak się okazuje, że jednak syn:-)

KRL:

Nie miałem jeszcze przyjemności, ale wierzę. Chociaż, ja czekam na córkę.

Dziewczyna komiksiara. Nie ma nic bardziej zajebistego - nie powiem, że seksownego, bo piszę o córce teoretycznie.

CZ:

E tam... mangi będzie czytać ;-)

KRL:

Dobra manga nie jest zła…

Ale ja trafiłem na więcej tych złych.

CZ:

Ok. Myślę, że będziemy kończyć.

Czy chcesz coś jeszcze przekazać czytelnikom?:-)

KRL:

Przekazać.... Hmmm…

Nie. Niech robią co chcą:)

CZ:

Dzięki za wywiad. Do następnego…

KRL:

Papa.





Tekst został pierwotnie opublikowany w Internetowym Serwisie Komikslandii.

C.Z