Bajabongo - Recenzyjka

01.06.2008. Źródło: własne
Bajabongo Marka Turka, to rzecz o której ciężko coś konkretnego napisać nie przekraczając tej magicznej bariery w której napisze się już za dużo.

Ale po kolei. W komiksie tym nie ma prawie ani jednego dyma, a o jakimkolwiek tekście już możemy już tylko pomarzyć. Jest to zatem raczej jakaś historia graficzna niż komiks jako taki. Zasiadając do oglądania nie ma się jednak wrażenie ,że „czegoś brakuje”. Wręcz przeciwnie – dodanie tekstu sprawiło by ,że Bajabongo stało by się tworem o wiele uboższym w treść którą przekazuje. Dobra wiadomość dla bywalców empiku! Całość można zrobić od deski do deski w niespełna 10 minut! Pytanie tylko po co ? Całość jest wręcz naćkana alegoriami, metaforami i parafrazami więc przyswajanie tego komiksu na szybko powinno podlegać karze grzywny. Fabuła jest tylko pretekstem do przekazania tej wesołej gromadki odniesień do kultury szeroko rozumianej (tej „pop” też), która składa się na jakieś drugie dno. Jeśli nie zahaczymy go chociażby jednym palcem prawej stopy, nie ma mowy żeby Bajabongo się nam spodobało.

Od strony warsztatowej znowu słodzenie z mojej strony. Jest świetnie. Turek bardzo ładnie operuje tuszem i mimo, że komiks jest dwukolorowy to dzięki różnym trickom uzyskujemy bardzo ciekawe efekty w światłocieniu.

Zbierając to wszystko w całość mamy naprawdę kawałek porządnej roboty. Prosta historia przekazująca już mniej proste przesłanie, przedstawiona za pomocą pierwszorzędnych rysunków. Rzecz bez wątpienia wielokrotnego użytku. Gorąco polecam mimo, że inaczej wyobrażam sobie wakacje.
C.Z