Revere : Revolution in Silver

28.05.2008. Źródło: własne

Z szerokiej oferty komiksów Amerykańskich chciał bym przedstawić wam coś co ostatnio wpadło mi w rączki – Revere : Revolution in Silver.

Kto liznął kiedyś trochę historii USA, czy to w szkole, czy to w telewizji , na bank zna historię Paula Revere’a . Jeden ze słynniejszych amerykańskich bohaterów narodowych, złotnik z zawodu, patriota z zamiłowania. Zasłynął licznymi dokonaniami podczas rewolucji Amerykańskiej (chociażby Bostońskie picie herbaty ), a najsłynniejszym jego wyczynem był nocny rajd którym ostrzegał wieśniaków przed złymi wyspiarzami.

Ale co to wszystko ma z nami wspólnego ? Wiele, oj wiele.

Panowie Ed Lavallee i Grant Bond przedstawiają nam komiks oparty na prosty pomyśle.

Paul Revere był złotnikiem, robił dużo w srebrze. Co on tam robił nocami, że zauważył Brytyjczyków ? Polował na wilkołaki i wygarniał im w pyski ze srebrnych kul!

Ha, pomysł naprawdę klawy, bardzo Warhammerowy jeśli wiecie co mam na myśli.

Jest bohater, jest przygoda, są potwory ,a to wszystko w otoczce zdobywania niepodległości przez osadników Nowego Świata. Fabuły zdradzać nie będę, ale uwierzcie mi ,że tylu zwrotów akcji co tutaj nie uświadczycie niemal nigdzie. Akcja jest dynamiczna, a Lavallee na hamulec naciska tylko by dać nam – biednym pasażerom tego dyliżansu – złapać oddech i pozbierać myśli.

Bond to bardzo dobry cartoonista młodego pokolenia, który sprawnie operuje kreską i kolorem. Całość utrzymana jest stylistycznie w klimacie między Disneyem, a Hellboyem (wiem ,że niezły rozstrzał, ale ciężko to obrać w słowa). Nasuwają się skojarzenia z opisywanymi niedawno Objawieniami i muszę przyznać, że to dobry trop. Jeśli komuś podobał się tamten klimat koloru i kreski, śmiało może sięgać po Revere’a. Ale wielbiciele intryg mogą się zawieść, gdyż warstwa scenariuszowa jak już wcześniej wspominałem, jest już daleko poza porównaniem do Objawień.

Komiks ma kilka słabych stron od warstwy scenariuszowej, ale z drugiej strony to moje subiektywne zdanie. Po obejrzeniu nowego Indiany Jonesa jestem dużo bardziej w settingu na jakiś dobry adventure i Revere zapewne podszedł by mi zdecydowanie lepiej niż gdy go czytałem. Nie znaczy to wcale, że mi się nie podobał, czy ,że jest to zły komiks. Nic z tych rzeczy, to bardzo dobra pozycja, ale kierowana w konkretny target.

Jeśli cenicie sobie Jeźdźca Bez Głowy Tima Burtona, to idę o zakład ,że nie pożałujecie tych kilku złotych na Revere’a.

C.Z