Śledziu - Wywiad (dość długi)

27.03.2008. Źródło: własne

CZ: Na wstępie zapytać o to muszę, chociaż pewnie wolał byś ,żebym nie zapytał.
Dlaczego taka obsuwa z „Na Szybko Spisane” nowym?
Ludzie spodziewali się tego na „WSK”, a tu zonk.

Śledziu: Raz, za późno się wziąłem za to „na poważnie”, czyli przestałem myśleć, o tym co zrobię, a zacząłem to robić. Dwa, próbując nadgonić stracony czas, przeforsowałem rączkę i musiałem zrobić krótka przerwę w pracy (właśnie się skończyła).

CZ: I kiedy będzie się można owoców spodziewać ?

Ś: Pod koniec kwietnia, na początku maja komiks będzie fizycznie dostępny.

CZ: A co będziemy mogli znaleźć na jego kartach, poza tym co już zdążyłeś zapowiedzieć, czy pokazać ? Jakieś nowe pomysły się pojawiły w trakcie rekonwalescencji ?

Ś: Pozostaję wierny stylistyce pierwszego tomu. To nadal będzie opowieść, której autor schodzi na jak najdalszy plan, pozostawiając czytelnika sam na sam z bohaterem historii. W czasie „rekonwalescencji” żaden pomysł nie miał już prawa wpaść, ponieważ komiks w warstwie rysunkowej i pisarskiej jest już ukończony. Około 15 plansz wymaga nałożenie koloru i dymków. To już finisz prac.

CZ: Planujesz dalszy rozwój historii w kolejnych tomach, czy już będzie zwieńczenie całości ?

Ś: Całość zakroiłem na trylogię, więc czeka mnie jeszcze zwieńczenie historii - życie po roku 2000, ale wciąż walczę z kilkoma pomysłami, jak np. opisanie w trzecim tomie tylko jednego dnia z życia bezimiennego chłopaka.

CZ: Pierwszy tom został bardzo ciepło przyjęty w środowisku i poza nim. Nawet Kazia Szczuka chwaliła w „Wydaniu Drugim Poprawionym”. Nie boisz się ,że kolejne tomy nie udźwigną presji i całość nie zostanie już tak entuzjastycznie odebrana ?

Ś: Raczej nie. Przy pierwszym tomie o ten hałas było dość łatwo: dziecko, wspominki, lata 80. Historia niosła ze sobą pewien wspólny mianownik dla niemal każdego z mojego pokolenia. Ten mianownik był oczywiście wyłącznie dekoracją, bo dramaty chłopca były bardzo osobiste. Wiem, że niektórym to się gryzło: „Pamiętam te zabawy, ale takiego smutnego życia nie miałem”. Niektórzy chyba zapomnieli, że co prawda korzystałem ze swoich doświadczeń, ale autobiografią „NSS” bym nie nazwał.
Drugi tom, podąża utartym szlakiem. Sam również nie zmagam się już z „materią”, wchodzę w dobrze wypracowany przez siebie mechanizm opowiadania. Sam doszedłem do wniosku, że ta opowieść nie potrzebuje rewolucji, tylko opowiedzenia do końca. Ten spokój w fazie twórczej przekłada się na spokój, który odczuwam, wiedząc że zbliża się rychła premiera książki i zostanie ona oceniona przez czytelników.

CZ: Ciągnąc plany wydawnicze...
Czy masz już jakieś konkretne pomysły na bonusy do zbiorczego wydania „Osiedla Swoboda” ?

Ś: Szczerze mówiąc, zupełnie nie. Na razie koncentruję się na drugim „NSS”. Zdołałem tylko przejrzeć archiwum płyt, na których zapisane są „Produkty” i jestem przerażony, bo o ile nowsze numery mam w archiwum, tak stare numery, w których było „Osiedle” przepadły. mam, oczywiście oryginalne plansze, ale pamiętam, że dokonywałem na nich poprawek. jakich? Nie pamiętam. A nie mam też wszystkich „Produktów” u siebie, aby sobie przypomnieć.
Jak widać, nie bonusy będą zaprzątać moją głowę, w czasie prac nad zbiorczym „OS”.

CZ: U nas w sklepie ciągle jest trochę „Produktów”. Zawsze możesz wpaść i kupić co potrzeba ;-)

Ś: W sumie:)

CZ: Biorąc „Produkt” za punkt odniesienia teraz. Jak oceniasz rozwój zinów komiksowych w kraju od tamtego czasu?
Interesujesz się tym jeszcze, czytasz nowe wydawnictwa tego typu ?

Ś: Wiem o wielu inicjatywach, także najnowszych, żadnej nie miałem w ręku. Ale to nie z powodu ich jakości, tej nie potrafię ocenić z oczywistych względów tylko raczej z braku czasu.
Ale to miłe, że po latach posuchy coś się rusza w temacie. Nowi twórcy muszą gdzieś publikować a naturalną przystanią dla komiksu jest papier. Papier dopiero definiuje, jak dobrym „kung-fu” operuje dany autor. W sieci niedoróbki można ładnie kamuflować, np. profesjonalizmem w prowadzeniu samej strony, jej wyglądem itp. czyli sprawami dla samego komiksu dość drugorzędnymi. Papier bezlitośnie obnaża słabe strony takiego twórcy.

CZ: Mówisz o braku czasu. Tego samego który ostatnio upływa ci przed PS3 i XBoxem 360. Konsole to twoja największa zajawka po komiksach (bądź nawet przed nimi), czy tylko jedna z wielu form odpoczynku od codzienności ?

Ś: Granie - normalna rzecz. Praktycznie nie oglądam telewizji, więc można powiedzieć, że czas, który zmarnowałbym niewątpliwie oglądając sieczkę, którą serwują „kanały”, przeznaczam na granie. To dla mnie naturalna rozrywka, nawet nie odpoczynek, bo przy niektórych gierkach trzeba swoje wypocić. Prosta sprawa, każden jeden coś tam lubi. Jogging, judo, jazda konna. Ja gram.

CZ: Porównujesz granie ze sportami. Czyżbyś kupił ostatnio Nintendo Wii ? :-)

Ś: Wii to konsola dla niedzielnych graczy. Miałem nadzieje, że Ninny wykorzysta swój fajny patencik na sterowanie trochę w inny sposób i zawiodłem się. Prócz „Zeldy” nie ma na tym sprzęcie już niczego w co chciałbym zagrać. Niestety.

CZ: Mówisz ,że Wii to konsola dla niedzielnych graczy.
Owych „niedzielniaków” na świecie jest z tygodnia na tydzień coraz więcej, a po konsolkę przed gwiazdką przyjeżdżali do nas ludzie z Angli, bo tam już była wyprzedana.
Nie widzisz w tym fenomenie nowej jakości dla rynku konsolowego jako ogółu ?

Ś: Oczywiście, zauważam. I fajnie, że coraz więcej ludzi gra, ale nie wierzę w to, że po zabawach z „Wii Sports” familie rzucą się na gry pokroju „Bioshocka”.
„Wii” sprzedaje się fenomenalnie - to prawda. Wbiło się klinem w mainstream, tak jak kiedyś uczyniło to Playstation. Ale to i tak nie przekłada się na zysk dla producentów oprogramowania. A bez gier, konsola jest martwa. Na razie na Wii zarabia Ninny, raz z produkcji sprzętu, dwa z fenomenalnej sprzedaży gier, ale tylko własnej produkcji. Third party developerzy narzekają na niską sprzedaż swoich gier.
PS. Właśnie PS3 mi się zwiesiła, podczas update firmowego oprogramowania. Nie wygląda to dobrze :D

CZ: No to faktycznie nie fajnie. Ale może to okazja do skończenia „Lost Odyssey” ? :-)
To pierwszy jRPG który trawisz bez problemów ? Pisałeś na blogu, że ten gatunek nigdy cię nie jarał zbytnio.

Ś: „LO” to tylko wyjątek od reguły. Jestem na końcu czwartej, ostatniej płyty i już mam dość. Przy padzie trzyma mnie chęć dotrwania do końca samej historii. Za to walki, które toczę w finale to ciężki kawałek chleba. Wczoraj utknąłem na jednej z nich na ponad 4 godziny. Takie sytuacje nazywam "potliwymi".

CZ: Mówisz ,że jRPG ci nie podchodzi. A jak z innymi wymysłami z Nipponu ? Miałeś okazję być tam nie dalej jak dwa lata temu, coś cię urzekło w tej kulturze, czy wręcz przeciwnie ?

Ś: Manga wchodzi czasami. „Eden”, „Akira”, te klimaty lubię. Anime wchodzi bardziej, ostatnio zakupiłem całego „Samuraia Champloo” i w końcu dojechałem do końca historii. Na gry ostatnio siadła pojara, bo prócz Capcom japońscy producenci mają spory problem, jak ugryźć tę nową generację sprzętu. „LO” nie jest wyjątkiem ze swoją średnią grafiką i archaicznym podejściem do jRPGów.
Sushi polubiłem. O, i to bardzo!
Sama wycieczka do Japonii to osobna sprawa. Wrażeniami będę się dzielił w krótkich montażach, zamieszczanych na „YouTube”, pierwszy już jakiś czas wisi na sieci. Ich częstotliwość pojawiania się jest oczywiście uwarunkowana „czasem wolnym”.

CZ: Będzie Tobi ? ;-)

Ś: Z Tobim jeszcze całkiem sporo materiału zostało. Szkoda, że chłopaka już z nami nie ma. Zginął w drodze z Kioto do Tokio. Został przygnieciony.

CZ: Gdyby Prezydent wiedział, na pewno ogłosiłby żałobę narodową.

Ś: I byłoby orędzie i pan Kurski by nam to wszystko ładnie zmontował.

CZ: Jak na człowieka który nie ogląda TV jesteś całkiem na bieżąco :-)

Ś: Czyta się co tydzień jakieś magazyny, to się wie. Od kiedy „PiSiaki” nie są u władzy, rzadziej oglądam różne informacyjne czy publicystyczne programiki, bo nie ma takich emocji.

CZ: Wracając do „włajaży”.
Nie dawno byłeś w Izraelu. Czego się spodziewałeś po tym kraju, a co otrzymałeś na miejscu ?

Ś: Mętlik otrzymałem. Tel Awiw to np. bardzo europejskie miasto, choć mniejsze niż sądziłem, fajny tygiel, w którym miesza się kilka kultur, kolorów skóry, sposobów myślenia. Jednak wystarczy pojechać do Jerozolimy (godzinka drogi), aby trafić w środek bliskowschodniego piekiełka. Nawet w powietrzu czuć napięcie pomiędzy muzułmanami, Żydami i chrześcijanami.
A byliśmy tam w czasie Święta Świateł - Chanukka, więc i tak było dość delikatnie. Bardziej lewicowi towarzysze z warsztatów zafundowali nam również wycieczkę na stronę palestyńską, połączoną z wykładem na temat nielegalności muru. I faktycznie, Izrael wybudował mur gwałcąc wszelkie międzynarodowe prawa.
Ale to temat na zupełnie inną dyskusję.

CZ: A jak współpraca z Izraelskimi komiksiarzami ?
Szybko znaleźliście wspólny język ?


Ś: Właściwie wszyscy byli z Tel Awiwu, Yaron Niski - scenarzysta mojej historii - dopiero niedawno wyprowadził się na „suburbię” z powodu narodzin córeczki, więc problemów nie było żadnych. Jak wspominałem to bardzo europejskie miasto. Zresztą, nawet najpodlejsze alkohole rozwiązują języki.
Myślę, że obie strony zdziwione były otwartością i życzliwością, która je spotkała. Oczywiście, dużo czasu spędziliśmy, pochylając się nad historią obu narodów, ale te pochylenia cechowała spora doza dystansu, czy wręcz czarnego humoru. To z pewnością rozładowywało napięcie.

CZ: Kiedy będzie można zobaczyć owoce współpracy ?

Ś: Nie znam dokładnej daty wydania albumu, ale z tego co pamiętam, premiera ma się odbyć w połowie roku.

CZ: Planujesz jakieś kolejne wypady zagraniczne ?

Ś: Prawda jest taka, że nie jestem zbyt „wycieczkowym” gościem. Japonia była jakimś dziwnym impulsem, nie wiadomo skąd, Izrael przypadkiem. Ale chciałbym jeszcze raz odwiedzić Tokio, może już jesienią tego roku? Rafał Gosieniecki ma urodziny i przy okazji odbywa się tam największe show gierkowe na świecie – TGS – Tokyo Game Show. Byłoby miło.

CZ: Bez wątpienia.
Pewnie dużo ciekawych premier, kolejne jRPG z turowym systemem walki ;-)
A skoro już przy grach jesteśmy. Uznajesz tylko konsole , czy „blaszak” czasem też dostarcza rozrywki ?

Ś: Kilka dni temu kupiłem pierwszego „Half Life'a” na PC, aby odkryć początek historii Gordona Freemana. Jest to pierwsza gra na PC, w która próbowałem zagrać od 1999 roku. „Próbowałem” to dobre określenie. Problemem jest sterowanie, granie na klawiaturze i myszce to tragedia dla kogoś, kto od blisko 12 lat gra na padzie.

CZ: Możesz dokupić pada za grosze i problem z głowy ;-)

Ś: Ponoć „X'owe” pady chodzą pod Vistą, jak marzenie. W takim wypadku nie pod moją Vistą.

CZ: Pod Vistą nic nie chodzi jak marzenie ;-)

Ś: Poprawią:D

CZ: Albo jeszcze bardziej skopią ;-)
Zatem PC to dla ciebie narzędzie pracy. Jakich jeszcze technik używasz przy robieniu komiksów? Dla przykładu, czy tusz kładziesz klasycznie, czy już na kompie? A może masz jakieś wskazówki dla młodych, zapalonych i ambitnych :-)

Ś: Moja technika to śmiech na sali. Kilka cienkopisów, markery, ołówek i paczka papieru A4 do drukarek. Plus komp do literek (nie zawsze) i koloru (zawsze). Ostatnio, podczas Bydgoskich Dni Komiksu, Jacek Michalski zdradził, że czerń kładzie już na kompie. Pod tym względem jest o wiele bardziej postępowy niż ja. Wg mnie ma się o wiele większą kontrolę nad planszą, pracując na papierze.
A wskazówki? Dużo rysować, czytać, oglądać. Po czasie samo przyjdzie… Tak po 20 latach.

CZ: Jesteś dobrym przykładem komiksiarza, który od samego początku starał się w jakiś sposób wypromować. Wpierw były to rysunki do różnych czasopism dla graczy, potem czasy „Produktu” i wbicie się w mejnstrim. Przy czym rynek te kilkanaście lat temu był zupełnie inny od tego co mamy teraz. Czy gdybyś dziś miał zaczynać swoją przygodę z komiksem, obrał byś taką samą taktykę ?

Ś: Taktyka, dobre.
Wiesz, jak masz15 lat, jarają cię gierki, a twoje ulubione pisemko ma taką luźną rubrykę, gdzie publikuje rysunki czytelników, a ty akurat ciskasz komiksy, to... Dwa plus dwa równa się cztery.
Przy okazji miałem sporo szczęścia, przychodzę ci ja do redakcji „Świata Gier Komputerowych”, pokazuję rysunki - mam robotę (choć sam sobie bym jej wtedy nie dał). Przyjeżdżam do stolicy na kilka godzin - mam magazyn.
Dzwonią do mnie - mam butelkę „Pepsi”. Ot, wszystko.
Dziś pewnie zacząłbym od Internetu, pokazując swoje wczesne wprawki. Traktowałbym siebie, jak boga komiksu, na krytykę reagowałbym, jak pięciolatek i usuwał takie komentarze.

CZ: ... I nie wyszedł poza krąg krewnych i znajomych królika, jak duża część internetowych „bogów komiksu” ?

Ś: Kto wie? Gdyby nie regularna publikacja, choćby tej planszy miesięcznie, bat wydawcy, wiszący nade mną (choć on bardziej zwisa niż wisi) to może już dawno rzuciłbym to wszystko w cholerę.
I np. kręcił filmy, ha!

CZ: A propos filmów. Oglądałeś ostatnio coś ciekawego ? A może sam zmajstrowałeś coś w domowym zaciszu ?

Ś: Co zmajstruję, to pokazuję. Z filmów które mogę polecić, to np. nowi Coenowie i „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Niezły, surowy kawałek kina. Szczególnie ujmuje brak muzyki w filmie, takiej klasycznej, irytującej muzyki ilustracyjnej. Tylko Teksas, zmęczony glina i psychol.

CZ: Czy są jakieś filmy które szczególnie dużo ci dały ? Może nawet ukształtowały w pewnym sensie ?

Ś: Myślę, że całe tzw. kino nowej przygody (Lucas, Zemeckis, Spielberg) nieźle namieszało mi w głowie. Na tych filmach uczyłem się jak pisać i rysować komiksy przygodowe i fantasy, które tworzyłem w dzieciństwie i do których mam coraz większą ochotę powrócić.

CZ: Czekasz na nowego „Indiego” ?

Ś: Tak :)
W międzyczasie odkryłem kolejnego fajnego bohatera, czyli Riddicka. I szkoda, że po dwóch filmach, animacji i świetnej grze, ucichło o tym typku.

CZ: Chyba jedyne filmy w których Vin Diesel pokazał coś dobrego :-)

Ś: Jeszcze jest „Szybcy i Wściekli”. Jestem fanem całej trylogii… Wbrew zdrowemu rozsądkowi.

CZ:Ja wyrzuciłem 2 i 3 ze świadomości. Ale jedynka to już prawie klasyk jak by nie było.
W Na Szybko jest trochę o rynku VHS z początku lat 90. Jest coś z tamtego okresu co utkwiło ci w głowie na lata ?

Ś: „Mad Maxy” oczywiście. Ale również masa filmów fantastycznych klasy B, typu „Nemezis” (Oliver Grunner lepszy niż Arnold), „Klasa 1999” czy „Maszyna zabijania”. Plus milion części „Lodów na patyku”. Wiedziałeś, że to izraelska seria komediowa?

CZ: Jakoś mi musiała ta seria umknąć. Wtedy byłem na etapie filmów Kung-Fu ;-)

Ś: Oczywiście u mnie też, tysiące filmów z Hongkongu, których tytułów nigdy nie wspomnę, choć mógłbym przysiąc, że 90% z nich miało zawarte w sobie słowo „bokser”. „Pijany bokser”, „Jednoręki bokser” itp.

CZ: Ja pamiętam „Ogród Tortur Żółtego Węża” i kilka różnych z „Ninja” w tytule :-)
Zmieniając ciut wątek… Już kawał czasu temu krążyły słuchy nad animowanym „Osiedlem”. Czemu w końcu nic z tego nie wyszło ?

Ś: Bo to nie taka prosta sprawa pewnie. Trwają teraz prace nad animowanym „Jeżem Jerzym” i wiem jak to wygląda. Studio, fachowcy (część z nich to komiksiarze) siedzą, dłubią na początku storyboardy, animatiki, kładą podwaliny pod kolejny sztab ludzi, którzy posiedzą nad klatkami kluczowymi. Następni wypełnią luki pomiędzy nimi, dla płynności. Do tego mają dojść tła, miejscami w 3D.
Plus potrzeba na całość kupę kasy. Do tego też muzyki, producenta. Ja mam problem z regularnym płaceniem rachunków, bo zapominam.

CZ: Ktoś zgłaszał się do ciebie do zrobienia animowanego klipu, po chłopakach z „Jamala” ?

Ś: Jakoś nie, hehehehe. Zresztą oprócz rzucenia pomysłu na klip, wystąpienia w nim itp. dużo przy tej produkcji nie zdziałałem. Reszta to robota chłopaków z Torunia i Bydgoszczy, oni odwalili całą czarną robotę z animacją. Ja w tym czasie siedziałem nad zeszytem „Osiedla Swoboda”.

CZ: Czy myślisz czasem nad zebraniem ludzi z „Produktu” i zrobieniu czegoś wspólnie ? Z Simsonem i Marianem zrobiłeś wspomniane zeszytowe „Osiedle”. Dorzucił się do tego KRL ze swoim „New Kids On The Block”. Nie chciałbyś zrobić znowu czegoś wspólnie ?

Ś: Mam takie ciągoty, zebrać chłopaków, popracować nad jakąś wielgachną knigą, czymś w rodzaju antologii Produkt Crew, w której każdy zaprezentowałby kolejny zamknięty odcinek swojej flagowej serii... Może potem.

CZ: Popyt by na to był :-)
Ok. Myślę ,że będziemy kończyć. Chciał byś jeszcze dorzucić coś od siebie dla czytelników ?

Ś: Dziękuję i pozdrawiam! W tym roku Śledzia troszkę na ryneczek rzucą, więc trzeba być bacznym.

CZ: Dzięki za rozmowę i do następnego.

S: Na razie!


PS.

Możecie spać spokojnie. PS3 Śledzia zadziałała w końcu, po twardym resecie.
C.Z