Gdybyś robił włam do sklepu komiksowego...

10.08.2007. Źródło: Progressive Ruin
... na przykład, dajmy na to, do Komikslandii, co byś zwędził? Pierwsze, co przychodzi na myśl, to oczywiście zawartość kasy. Potem może drogie ekskluziwy z Egmontu, albo jakąś figurkę. O ile oczywiście byłbyś choć odrobinę inteligentniejszy od ziemniaka. Podejrzewam, że ci geniusze, którzy obrobili ostatnio jeden ze sklepów branżowych w Kalifornii, przegraliby ze wspomnianym warzywem w warcaby.

Do tej jakże dziwacznej kradzieży doszło w nocy z wtorku na środę. Sam włam był całkiem pomysłowy- złodzieje wbili się do sklepu przez sufit. Na tym jednak błyskotliwość ich planu się skończyła, ponieważ ich łupem padło... kilka zeszytów Spawna i Witchblade. Nic więcej. Serio. Parę archiwalnych popierdółek z Top Cow o zerowej wartości. Tak, też nie chciało mi się w to wierzyć, szczególnie, ze, cytując właściciela sklepu: "Jeden z nas przez nieuwagę zostawił trochę kasy na ladzie. Nieprawdopodobne, że ktoś ominął gotówkę leżącą na widoku, by ukraść Spawny".

Sklep pełen komiksów, także tych z wyższej półki, jakieś kolekcjonery w stylu New Frontier po bagatelka 75$ sztuka, zaraz obok figurki i różne inne gadżety o sporej wartości kolekcjonerskiej,w sam raz na lewy handelek na eBayu. A co zginęło?
Nie tylko ja, nie tylko wy, ale też sami pracownicy sklepu zadają sobie pytanie- po jaką cholerę włamywać się do sklepu po parę Spawnów wartych mniej niż skarpetki ze straganu? Tego się pewnie nigdy nie dowiemy.

Uwaga do złodziei czatujących u nas pod drzwiami- rok 1995 skończył się dawno temu, Spawny są od paru dobrych lat passé. Teraz leżą za 50 gr na pchlich targach i nikt ich nie chce.
Nie, pozostałych zeszytów Mandry, które podprowadziliście z Empiku, nie skupujemy i nie znamy nikogo, kto by je kupił.

Yoghurt